Z tej okazji pokazuję Wam moje najnowsze czary i pozdrawiam spod koca w szkocką kratę i znad kubka gorącej czekolady :)
wtorek, 11 grudnia 2012
Świąteczne nastroje
Pierwszy śnieg za oknem, pełno ludu w galeriach, a "Last Christmas" już
pojawiło się w radio, więc uznać można, że Święta tuż tuż...
Z tej okazji pokazuję Wam moje najnowsze czary i pozdrawiam spod koca w szkocką kratę i znad kubka gorącej czekolady :)

Z tej okazji pokazuję Wam moje najnowsze czary i pozdrawiam spod koca w szkocką kratę i znad kubka gorącej czekolady :)
środa, 21 listopada 2012
Magia Świąt
Dzisiaj, bez zbędnego rozpisywania się, przedstawiam Wam moje najświeższe dzieło - świąteczne świeczniki. Przepięknie wyglądają o zmroku, kiedy skrzy się w nich ciepłe światło świecy oddając ich cały urok. Chyba udało mi się zamknąć w nich odrobinę tej świątecznej magii...
wtorek, 20 listopada 2012
Zielono mi :)
Bo to było tak...
Porządkowałam swoją samotnię. Układałam serwetki, wkładałam papiery ryżowe do segregatorów, przedmioty czekające na wszelkie zabiegi upiększające ustawiałam na półkach wedle priorytetów, i nagle oczom mym ukazały się 4 (słownie: cztery) zielone butelki różnych kształtów. Stałam tak przez ułamek sekundy wpatrując się w ten zestaw. Kot, jak na zawołanie, pojawił się ni stąd ni zowąd w pokoju, otarł się wymownie o moje kolano i ostentacyjnie wskoczył na stół. Wlepiał we mnie te swoje zielone oczęta.
Zielone kocie ślepia... zielone butelki... za oknem jesień... uśmiechnęłam się do siebie, włączyłam radio i zaczęłam czary. W ruch poszedł papier ryżowy i elementy wydarte już wcześniej z serwetek z motywem jesiennych liści. Do tego muśnięcie miedzianego linera i zestaw-nie-zestaw zbieraczy kurzu był już gotowy.
Piękny efekt daje wtedy, kiedy słońce przebija się przez szkło. Przywodzi to na myśl trochę lata lub odrobinę wczesnej jesieni. Miła odmiana od zimowej aury.
Porządkowałam swoją samotnię. Układałam serwetki, wkładałam papiery ryżowe do segregatorów, przedmioty czekające na wszelkie zabiegi upiększające ustawiałam na półkach wedle priorytetów, i nagle oczom mym ukazały się 4 (słownie: cztery) zielone butelki różnych kształtów. Stałam tak przez ułamek sekundy wpatrując się w ten zestaw. Kot, jak na zawołanie, pojawił się ni stąd ni zowąd w pokoju, otarł się wymownie o moje kolano i ostentacyjnie wskoczył na stół. Wlepiał we mnie te swoje zielone oczęta.
Zielone kocie ślepia... zielone butelki... za oknem jesień... uśmiechnęłam się do siebie, włączyłam radio i zaczęłam czary. W ruch poszedł papier ryżowy i elementy wydarte już wcześniej z serwetek z motywem jesiennych liści. Do tego muśnięcie miedzianego linera i zestaw-nie-zestaw zbieraczy kurzu był już gotowy.
Piękny efekt daje wtedy, kiedy słońce przebija się przez szkło. Przywodzi to na myśl trochę lata lub odrobinę wczesnej jesieni. Miła odmiana od zimowej aury.
sobota, 17 listopada 2012
Szczypta kobiecości
Dzisiaj, tak dla odmiany, postanowiłam wrzucić troszkę zdjęć wyczarowanej przeze mnie biżuterii. Przy czym "biżuteria" to w tym wypadku duże słowo :) Zaczęłam od bransoletek. Jak na razie doskonale spełniają swoją rolę i nieskromnie przyznam, że wzbudzają ogólne zainteresowanie. Pomysłów na bransoletki mam miliony. Problem polega na tym, że nigdy nie wiem który wzór wybrać. Czy motyw kwiatowy? Jeśli tak, to jaki? Czy może coś folkowego? hmm a gdyby tak coś specjalnego na wyjątkowe okazje z brokatem, koronkami i reliefami?
Na razie spełniam życzenia, i tak na prawdę to właśnie to mi sprawia frajdę, bo mam z głowy kłopot z samodzielnym wyborem głównego motywu :) jak Wam się podobają takie czary?
czwartek, 15 listopada 2012
Kruczoczarna arystokracja
Dzisiejszego posta w pełni dedykuję mojemu nieodłącznemu kompanowi, mruczkowi, miziakowi, kotu czarownicy, kociamberkowi i najpiękniejszemu dachowcowi na świecie. Samira, jak już wcześniej wspominałam, dostałam w prezencie od córki. Pewnego dnia wróciłam z pracy a na środku dywanu przywitała mnie mała, miaucząca czarna kulka. W sumie to nawet nie do końca czarna. Kociak wyglądał jakby go ktoś spod szafy wyjął lub posypał mąką. Nasza miłość nie należała do tych romantycznych "od pierwszego wejrzenia". Marzyłam o kocie, owszem, ale w mojej wyobraźni kocięcie było puszyste, pięknookie i różowonoskowe. To, co miauczało na dywanie nie do końca spełniało moje wyobrażenie o kocie idealnym, ale w dziwny sposób tak mnie rozczuliło, że zmiękłam po pary chwilach. Spryciarz wziął mnie na litość!
Okazało się, że z brzydkiego kociątka zamienił się w dystyngowanego kociego arystokratę, mimo, że jego korzenie wcale nie są specjalnie championowskie. Chociaż przyznać muszę, że maniery ma z najwyższej półki! Uwidaczniają się zwłaszcza wtedy, kiedy swoje ulubione przysmaki wybiera wprost z pudełeczka przy pomocy... łapki!
I tak sobie żyjemy razem już ponad dwa lata. On i ja. Ja i on. Gdziekolwiek się nie znajdę, Samir jest blisko mnie. Czasem mam wrażenie, że decoupage jest bardziej jego pasją niż moją :)
Parafrazując słowa z filmu "Miasto aniołów" - gdy kiedyś Bóg zapyta mnie, co najbardziej lubiłam w życiu? odpowiem, że Samira, decoupage i Kaszuby.



środa, 14 listopada 2012
... bo kuchnia to serce domu!
W tym roku moja dorosła już córka opuściła rodzinne gniazdko i przeniosła się na tak zwane swoje. Pierwszy telefon, jaki do mnie wykonała dotyczył... upiększenia kuchni! Uwierzycie? Nie chciała nowych garnków, kompletu sztućców, chodniczka do łazienki, tylko "coś ładnego" do kuchni. I co Waszym zdaniem robi kochająca mama w obliczu takiej sytuacji? Włącza radio nastawione na ulubioną stację, chwyta pierwszą lepszą (oczywiście pustą ;) ) butelkę w dłoń, przesuwa słoik z pędzlami żeby zrobić miejsce kotu, który już wie co się święci i... rozpoczyna czary. Na pierwszy rzut poszła butelka z przeznaczeniem na oliwę. Na dodatek pod segregatorem z papierami znalazłam 4 podkładki korkowe. Wrzuciłam wszystko do kotła, zamieszałam, dodałam tego i owego i ... oto efekt.
wtorek, 13 listopada 2012
Pomysł na prezent
Witajcie, dzisiaj zobaczyłam świąteczną reklamę w tv. Chyba jedna z
pierwszych, co i tak nie jest złym wynikiem jak na połowę Listopada.
Czas świątecznego szału uważam zatem za rozpoczęty :) Przypomniałam
sobie z tej okazji o wyczarowanych przeze mnie choinkach, które w
zeszłym roku rozeszły się jak świeże bułeczki. Pochwalę się, że jedna z
nich trafiła nawet do Francji! Zdążyłam uwiecznić tylko kilka z nich. W
tym roku zdjęć będzie na pewno dużo więcej ;)






Subskrybuj:
Posty (Atom)




