Bo to było tak...
Porządkowałam swoją samotnię. Układałam serwetki, wkładałam papiery ryżowe do segregatorów, przedmioty czekające na wszelkie zabiegi upiększające ustawiałam na półkach wedle priorytetów, i nagle oczom mym ukazały się 4 (słownie: cztery) zielone butelki różnych kształtów. Stałam tak przez ułamek sekundy wpatrując się w ten zestaw. Kot, jak na zawołanie, pojawił się ni stąd ni zowąd w pokoju, otarł się wymownie o moje kolano i ostentacyjnie wskoczył na stół. Wlepiał we mnie te swoje zielone oczęta.
Zielone kocie ślepia... zielone butelki... za oknem jesień...
uśmiechnęłam się do siebie, włączyłam radio i zaczęłam czary. W ruch
poszedł papier ryżowy i elementy wydarte już wcześniej z serwetek z
motywem jesiennych liści. Do tego muśnięcie miedzianego linera i
zestaw-nie-zestaw zbieraczy kurzu był już gotowy.
Piękny efekt
daje wtedy, kiedy słońce przebija się przez szkło. Przywodzi to na myśl
trochę lata lub odrobinę wczesnej jesieni. Miła odmiana od zimowej aury.