poniedziałek, 12 listopada 2012

wspomnienia z Kaszub




Kaszuby. Mój raj. Uwielbiam! Każda pora roku zdaje się być tam piękniejsza. Ptaki śpiewają bardziej melodyjnie, zieleń jest intensywniejsza, zapach skoszonej trawy wprost rozsadza nozdrza, a smak kawy pitej na tarasie o wschodzie słońca to istna ambrozja... Nawet śnieg, który zasypał drogi dojazdowe jakoś dziwnie nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Daje doskonałe alibi do tego, by zostać tam jeszcze jeden dzień, jeszcze parę godzin. Wyobrażacie sobie zaśnieżone drogi w mieście? Toż to dramat! A na Kaszubach nie. Na Kaszubach śnieg, który odciął mnie od świata zewnętrznego to po prostu cud. Dar od losu. Swoiste wybawienie.
Rodzina śmieje się ze mnie, że inni na weekend zabierają grilla i strój kąpielowy, a ja zabieram swoje skrzynki. W jednej półprodukty, w drugiej farby, w trzeciej, oczywiście mniejszej - pędzle. Wystawiam to wszystko na stole w jadalni, siadam (oczywiście kot obok mnie) i ... znikam. W swoim świecie.
Ostatnie kaszubskie prace to butelki. Dwie na nalewki, a trzecia hmm... trzecia była prezentem na proszonego grilla u zaprzyjaźnionych gospodarzy. Zakrętka została oczywiście nienaruszona celowo, by podkreślić fakt, że zawartość jest oryginalna. I w tym nienaruszonym stanie wytrwała do pierwszego toastu ;)




 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Śmiało! Napisz, co myślisz :)